Witojcie!
Jak widać słownik z aliexpress nadal nie wyrzucony, ale dziś nie o tym. Po krótkich namowach ze strony Prezia, z bolącą szczęką wzinem się w końcu do roboty i dziś skrobniem coś o ostatniej edycji snajpera.22 i opiszem pokrótce jak to wyszło w ostatecznym rozrachunku. Sytuacja nas zmusiła do ograniczenia liczby psów, jabłeczników i osób strzelających, dlatego już teraz dajemy na tacę w intencji aby od stycznia „się poluzowało” i mogło na raz strzelać więcej osób. Z racji, że ani ja ani Anka nie mieliśmy już szans na podium, to mieliśmy sobie odpuścić te zawody, ale najważniejszy członek rodziny obudził nas, już ubrany i gotowy do drogi, bo strasznie się stęsknił za Rykoszetami. Mielibyście serce odmówić takim uszom?
Witam, witam, witam!
Pan Bucek ewidentnie lubi strzelanie dynamiczne, bo od samego rana pogoda była anielska, więc i nastroje też były anielskie. Tak anielskie, że ktoś karabiny poprzewracał (NIE ŁUKASZ! PRZESTAŃCIE JUŻ!), ktoś został zdyskwalifikowany (hmm… powiedzmy WIĘCEJ niż jedna osoba), komuś zegar przestał czas liczyć, bo ściągał podczas przebiegu, a sędziowie taki wymyślili tor, że pies musiał niektórym tłumaczyć o co „come on”. Ale poza tym poznaliśmy nową „nowatorską” metodę konserwacji lufy w karabinie, więc wiemy o strzelaniu coraz więcej. Ogólnie przybyliśmy do Radomska na ul. Piaskową o godzinie 8:00, a pojechaliśmy do domu dopiero po 17! POWINNI NAM DNIÓWKI PŁACIĆ! KTO ZE MNĄ RĘKA W GÓRĘ! I PRZYWILEJE GÓRNICZE POWINNIŚMY MIEĆ! I ZWOLNIENIA OD PODATKÓW! JEDZIEMY NA WARSZAWĘ PROTESTOWAĆ!