Historia współczesnej broni palnej

muszkietPrzez stulecia czynnikiem ograniczającym użyteczność ręcznej broni palnej był niezwykle skomplikowany i czasochłonny proces ładowania. Z technicznego punktu widzenia ponowne naładowanie wystrzelonego muszkietu czy pistoletu było właściwie niemożliwe. W walkach prowadzonych w szykach zwartych rozwiązanie tego problemu oznaczało konieczność zastosowania specjalnych rozwiązań taktycznych, określanych w piechocie mianem „kontrmarszu”, a w kawalerii „karakolu”. Rozwiązanie to polegało na ustawieniu muszkieterów, rajtarów lub arkabuzerów w kilkunastu szeregach, które strzelały salwami kolejno, poczynając od pierwszego szeregu. Po oddaniu salwy szereg rozstępował się, mijając szyk ustawiał się jako ostatni i przystępował do ładowania broni. W teorii wygląda to dość prosto, lecz w praktyce, pod ogniem przeciwnika, jeżeli uwzględnimy konieczność współdziałania muszkieterów z pikinierami osłaniającymi ich przed atakami jazdy, nastręczało wiele trudności. Wykonywanie wielu skomplikowanych manewrów i ewolucji w obliczu przeciwnika udawało się tylko najlepiej wyćwiczonym oddziałom.

Problem zwiększenia szybkostrzelności i usprawnienia procesu ładowania broni przez kilka stuleci nie dawał spokoju konstruktorom i wytwórcom broni.

Pod koniec XVI w. w Danii podjęta została interesująca próba rozwiązania problemu powtarzalności strzału; chodziło tu bardziej o konstrukcję broni niż naboju. Skonstruowano więc espignolę – działo ładowane na przemian prochem i kulami, a później (w XVII w.) również, działający na tej samej zasadzie, pistolet wyposażony w zamek skałkowy. Kolejne ładunki miotające połączone były między sobą odcinkami wolno spalającego się lontu, umieszczonymi w kanałach wydrążonych przelotowo w pociskach. Odpalanie ładunków zapoczątkowane podpaleniem umieszczonej na panewce podsypki odbywało się kolejno, poczynając od ładunku znajdującego się najbliżej wylotu lufy.

Zapoczątkowanego procesu nie dało się zatrzymać – espignola była więc w pewnym sensie bronią samoczynną, co wcale nie było zaletą. Jej poważną wadę, która zadecydowała o tym, że broń ta nie stała się zbyt powszechna, stanowił bardzo skomplikowany proces ładowania. Pistolet do ładowania był łamany po zwolnieniu zatrzasku mocującego lufę do szkieletu w położeniu zamkniętym. Ładowanie broni polegało na umieszczeniu w przewodzie lufy połączone go gwintami zespołu tulei stalowych, z których każda zawierała jeden ładunek miotający i pocisk. Ostatni, licząc od wlotu, ładunek umieszczany był w przewodzie lufy od strony wylotu.

Zastosowanie takiego systemu ładowania pozwalało w sprzyjających okolicznościach na ponowne załadowanie wystrzelonej espignoli, pod warunkiem, że wcześniej przygotowało się zapasowy ładunek. O przygotowaniu ładunku skręcanego z wielu elementów, z których każdy nabijany był osobno, w warunkach polowych nie mogło być mowy.

Bardziej praktyczny w użyciu, lecz jednocześnie jeszcze bardziej skomplikowany był pistolet Wendera z połowy XVII w. W broni tej pobudzenie umieszczonych szeregowo ładunków następowało w wybranym przez strzelającego momencie, dzięki skomplikowanemu systemowi kanałów ogniowych, na przemian zamykanych i otwieranych zasuwami. W pokrywie panewki znajdował się dozownik podsypki prochowej.

Na przełomie XVII i XVIII stulecia we Włoszech wynaleziony został system ładowania broni znacznie wyprzedzający epokę. Pociski i proch magazynowano w zasobnikach rurowych umieszczonych w chwycie broni. Przewód lufy zamknięty był obrotowym zamkiem o kształcie wa1ca, który na obwodzie miał wydrążone gniazda. Aby załadować broń należało skierować ją lufą w dół i za pomocą dźwigni obracać zamek. Do odpowiednich wydrążeń na obwodzie zamka, pod wpływem siły ciężkości, trafiał najpierw pocisk, a następnie ładunek prochowy i kolejno umieszczane były one w komorze ładunkowej. Powrotny ruch zamka powodował napełnienie panewki i broń była gotowa do strzału. Autorstwo tego wynalazku przypisywane jest Michaelowi Lorenzoni z Florencji bądź Domenico Berselli z Bolonii. Dziś nie sposób ustalić, który z nich był rzeczywistym twórcą, a który jedynie naśladowcą. Wiadomo tylko, że obaj produkowali pistolety i karabiny działające na opisanej wyżej zasadzie.

Na początku XVIII w. znaczącą dla rozwoju broni, aczkolwiek mało rozpowszechnioną, próbą usprawnienia procesu ładowania było zastosowanie wymiennych komór nabojowych. Broń była łamana, podobnie jak wspomniana wyżej espignola, czy też współczesna śrutowa strzelba myśliwska, w celu umożliwienia wprowadzenia nabitej komory nabojowej wraz z panewką. Zapas wymiennych komór przechowywano w ładownicy podobnej nieco do współczesnego pasa amunicyjnego, służącego do noszenia myśliwskich naboi śrutowych. Masa pojedynczego naboju była dość znaczna (grubościenna tuleja stalowa), wystająca panewka z pokrywą komplikowała przenoszenie i przechowanie. Całość była kosztowna i dość kłopotliwa w stosowaniu, stanowiła jednak pierwowzór współczesnego naboju scalonego, łącząc w sobie wszystkie elementy: pocisk z przybitką, ładunek miotający i element zapłonowy w postaci podsypki, znajdującej się w panewce.

Wynalezienie materiałów inicjujących i związany z tym rozwój broni z zamkami kapiszonowymi, przyniósł zmianę, polegającą na wyeliminowaniu podsypki i zastąpieniu panewki dozownikiem masy zapłonowej, a później charakterystycznym kominkiem, na którym umieszczany był metalowy kapiszon, zawierający mieszaninę zapłonową.

Zapłon perkusyjny umożliwił wykorzystanie od dawna znanych wynalazków, których walory nie mogły się ujawnić w dobie zapłonu lontowego i krzosowego.

Pierwszym z nich były lufy gwintowane. Ich zastosowanie wywołało istotne zmiany w konstrukcji pocisków. Konieczna okazała się zmiana kształtu pocisku z kulistego na walcowo-stożkowy o znacznie korzystniejszych właściwościach balistycznych.

Konsekwencją zwiększenia masy pocisku, przy zachowanym kalibrze broni, była potrzeba zmniejszenia ładunku prochowego. W rezultacie pierwsze pociski wystrzeliwane z broni gwintowanej miały nieco mniejszą prędkość i energię wylotową, w porównaniu z bronią gładkolufową. Rekompensował to znacznie mniejszy rozrzut pocisków.

Dalszą konsekwencją zastosowania pocisków wydłużonych oraz stałego doskonalenia składu i jakości prochów było stopniowe zmniejszanie kalibru broni.

Kolejna zmiana konstrukcji pocisków spowodowana była koniecznością dostosowania kształtu przekroju poprzecznego pocisku do zarysu przewodu lufy, który po wprowadzeniu gwintu stał się bardziej skomplikowany. W broni ładowanej od wylotu był to problem bardzo poważny – uszczelnienie połączenia pocisk-lufa za pomocą przybitki nie było już wystarczające.

Rozwiązanie problemu wymagało spełnienia dwóch na pozór przeciwstawnych warunków: ze względu na szybkostrzelność, podczas nabijania broni pocisk powinien bez oporu przejść przez przewód lufy aż do komory nabojowej (w broni gładkolufowej łączny luz, pomiędzy pociskiem a ściankami lufy dochodził nawet do 2 – 3 mm), a z drugiej strony wypełnić gwinty nie później niż w momencie ruszenia z miejsca w czasie strzału. W przeciwnym razie nie uzyskałby ruchu obrotowego, zapewniającego mu stabilizację na torze lotu, a niecałkowite wypełnienie gwintu spowodowałoby przerywanie gazów prochowych pomiędzy pociskiem a ścianką lufy. Problem ten usiłowano rozwiązać na trzy różne sposoby.

Pierwszy przewidywał zastosowanie pocisków posiadających odpowiednie występy lub kształt przekroju odpowiadający zarysowi gwintu. Wadą takiego rozwiązania było trudniejsze i bardziej pracochłonne wykonanie pocisków oraz utrudnione ładowanie broni.

Drugi sposób polegał na spęczaniu pocisku opartego o specjalne występy ścianek komory nabojowej lub równoległy do osi przewodu lufy pręt, umieszczony osiowo na dnie komory nabojowej, uderzeniami stempla.

Rozwiązanie trzecie dotyczyło samoczynnego wytwarzania odpowiednich występów w momencie strzału na skutek rozpierania pocisku, początkowo klinem w postaci stalowej miseczki tłoczonej z blachy (system Minie) lub wkładki drewnianej (system stosowany w karabinie „Enfield” 1953), później już bez dodatkowych elementów, z wykorzystaniem bezpośredniego działania ciśnienia gazów prochowych na ścianki niszy w dnie pocisku, bądź spęczania części głowicowej w wyniku działania siły bezwładności (systemy Pritcheta, Petersa, Wilkinsona, Nesslera, Burnanda i inne). Niektóre z tych rozwiązań stosowane były powszechnie w broni długiej jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku.

W broni krótkiej znaczna część wyżej wymienionych problemów rozwiązanych zostało prościej. Przede wszystkim zwiększenie zasięgu ognia skutecznego, będące podstawową korzyścią wynikającą z zastosowania gwintowanych luf w broni długiej, w broni krótkiej, przeznaczonej do walki na małych odległościach, nie miało zasadniczego znaczenia. Z tego powodu jednostrzałowe pistolety wojskowe wyposażone w zamki perkusyjne (kapiszonowe), wprowadzane do uzbrojenia kawalerii większości armii w latach 40. XIX w. w miejsce pistoletów skałkowych, były jeszcze przeważnie bronią gładkolufową.

Jednocześnie zastosowanie obrotowego bębna zawierającego kilka komór nabojowych (znanego już znacznie wcześniej, lecz nie przynoszącego w przypadku broni skałkowej korzyści rekompensujących zwiększony koszt wykonania) w broni krótkiej z zapłonem kapiszonowym pozwoliło na zastosowanie pocisków o średnicy większej od kalibru broni (rozumianego jako średnica mierzona w polach). W związku z tym problemy związane z ładowaniem od wylotu już jej nie dotyczyły. Należy jednak pamiętać, że rewolwery kapiszonowe nie były jeszcze bronią odtylcową w pełnym znaczeniu tego określenia, gdyż ładowanie komór odbywało się od strony wylotu.

Kolejnym rewelacyjnym wynalazkiem umożliwiającym dalszy rozwój krótkiej broni palnej był nabój scalony w łusce metalowej. Pierwszy taki nabój został skonstruowany i opatentowany we Francji w 1812 r. przez Szwajcara Samuela Johannesa Pauly. Jednocześnie był to pierwszy nabój centralnego zapłonu – w centralnej części dna łuski umieszczony został papierowy kapiszon z masą zapłonową. Wynalazek Pauly znacznie wyprzedzał epokę, jednak upadek cesarstwa i inne burzliwe wydarzenia sprawiły, że nie został wykorzystany i uległ zapomnieniu.

Większy rozgłos uzyskały późniejsze, mniej zaawansowane konstrukcje, np. patent francuskiego rusznikarza Casimira Lefaucheuxa z 1832 r., który zbudował nabój do strzelby śrutowej własnej konstrukcji. Na dnie łuski mosiężnej, we wprasowanej kartonowej wkładce, osadzony został kapiszon, do którego dotykała, umieszczona promieniowo, iglica wystająca na zewnątrz łuski. Zapłon następował pod wpływem nakłucia kapiszona iglicą uderzaną kurkiem. Naboje takiej samej konstrukcji zastosowane zostały później w rewolwerach. Ze względu na kłopoty związane z przechowywaniem i przenoszeniem naboju (przypadkowe dotknięcie wystającej iglicy mogło w każdej chwili spowodować odpalenie) nie znalazły one zastosowania w karabinach wojskowych, ale rewolwery tego systemu spotykane były jeszcze na początku XX stulecia.

Należy też wspomnieć o zastosowaniu w broni krótkiej naboi scalonych w łusce papierowej. Rozwiązanie to pochodziło od powszechnych w XVIII i XIX w., konfekcjonowanych ładunków w opakowaniu papierowym. Łączyły one w jednym opakowaniu wszystkie elementy naboju: odmierzony ładunek prochu i pocisk, a w przypadku naboi do broni kapiszonowej, również kapiszon. Przed załadowaniem broni ładunek rozrywano (ogryzano jego koniec), a opakowanie wykorzystywano jako przybitkę. Podobnie wyglądał nabój pierwszego wojskowego karabinu odtylcowego (Zündnadelgewehr M/41) skonstruowanego w 1838 r. przez niemieckiego konstruktora Johana Nicolausa von Dreyse. Różnica polegała na tym, że w karabinie Dreysego nie było już potrzeby rozdzielania ładunku w celu załadowania. Zamiast kapiszona nabój zawierał spłonkę zapalającą, umieszczoną pod pociskiem. Odpalenie następowało po nakłuciu spłonki długą iglicą, która w tym celu musiała przebić dno naboju i sięgnąć spłonki poprzez ładunek miotający. Pocisk spełniał rolę kowadełka, o które opierała się spłonka.

W 1866 roku do armii francuskiej wprowadzono na uzbrojenie karabin skonstruowany przez Antoine Alphonse Chassepota. Nowy karabin był podobnie jak karabin Dreysego bronią odtylcową, ale miał dwie cenne zalety: spłonka była umieszczona centralnie u podstawy naboju (w karabinie Dreysego spłonka znajdowała się pod pociskiem co wymuszało stosowanie bardzo długiej iglicy) oraz komora nabojowa była uszczelniona kauczukową wkładką dzięki czemu nie występowała ucieczka gazów prochowych przez zamek (rozwiązanie podobne do stosowanego obecnie w artylerii tzw. pierścienia Bange’a). Karabin był zasilany amunicją 11 × 67 mm. Były to naboje w łusce jedwabnej elaborowane 5,5 g prochu czarnego o masie pocisku 24,5 g. Nowe karabiny zostały użyte po raz pierwszy podczas bitwy pod Mantaną 3 listopada 1867 roku. W następnych latach karabin Chassepot Mle1866 stał się podstawową bronią francuskiej piechoty. W czasie wojny francusko-pruskiej (1870-1871) karabiny Chassepota okazały się zdecydowanie lepsze od karabinów Dreysego. Były bardziej niezawodne i miały większy zasięg.

W tym samym czasie – w roku 1866 – konstruktor Friedrich Vetterli  zbudował  jednostrzałowy, powtarzalny karabin, w oparciu o konstrukcję Terry,(Anglia początku lat 50-tych XIX wieku). W wyniku dalszych prac Vetterli wprowadził w 1867 roku do swojej konstrukcji magazynek rurowy, a rok później dodał sprężynę do zamka i tak powstał karabin Vetterli modelu 1867. Model ten miał magazynek na 13 naboi, które można było wystrzelić z prędkością 21 strzałów na minutę. Karabin używał amunicji 10,35x47R.

Przełomem okazało się wynalezienie pod koniec XIX wieku (1884 lub 1886 rok)  przez Paula Vieille prochu bezdymnego. Dzięki temu wynalazkowi możliwe stało się zmniejszenie kalibru karabinów (poniżej 10mm). Francuzi aby zmniejszyć koszty postanowili opracowując nowy karabin oprzeć się na karabinie Mle1884 i naboju 11 × 59 mm R. Powstał nowy nabój 8 × 50 mm R (wz. 1886 B5) był pochodną starego naboju 11 mm (miał tę samą średnicę dna łuski). Nabój posiadał pocisk tępołukowy w płaszczu melchiorowym. Nowy karabin (Lebel Mle 1886) był przekonstruowanym karabinem wz. 1884 przystosowanym do zasilania nową amunicją. Jedyną zmianą był nowy tłok zaporowy zamka, wyposażony w dwa rygle (we wcześniejszych francuskich karabinach ryglowanie zapewniała wyłącznie rączka zamkowa). Prace nad nowym karabinem nadzorowała komisja pod przewodnictwem pułkownika N. Lebela.

Wkrótce po wprowadzeniu naboju 8 × 50 mm R powstała jego nowa odmiana z pociskiem ostrołukowym (wz. 1886 D). Nowy nabój miał lepsze własności balistyczne, ale jedną wadę – ostre zakończenie pocisku w magazynku rurowym uderzało w spłonkę następnego naboju co mogło spowodować odpalenie naboju w magazynku i w rezultacie zniszczenie broni. Dlatego konieczne stało się skonstruowanie karabinu z magazynkiem pudełkowym. Pierwszą francuską bronią zasilana z takiego magazynka był karabinek M. Berthiera wprowadzony do uzbrojenia jako Berthier wz. 1890.

Wynalazek Dreysego zrewolucjonizował uzbrojenie piechoty, dając początek rozwojowi broni długiej, co w ostatnich latach XIX w. zaowocowało doskonałymi konstrukcjami karabinów powtarzalnych. W broni krótkiej konstrukcja niemieckiego wynalazcy nie znalazła zbyt powszechnego zastosowania.

W 1852 r. w Anglii opatentowany został przez G.L. Kufhala rewolwer strzelający nabojami w papierowej łusce, w których spłonka umieszczona była na podstawie pocisku. Ze względu na brak zainteresowania w Anglii konstrukcją tego rodzaju, konstruktor zaoferował swój wynalazek synowi Dreysego – Franzowi. W rezultacie rewolwer Kufhala produkowany był przez zakłady Dreysego jeszcze w latach 80. ubiegłego wieku, co dobrze świadczy o jego konstrukcji i wykonaniu, zważywszy, że w latach 70. znano już naboje centralnego zapłonu w łuskach metalowych.

W 1845 r. Francuz Flobert zbudował, przeznaczony do celów sportowych, miniaturowy nabój scalony w łusce mosiężnej z wystającą kryzą wykrępowaną z materiału łuski, w której zaprasowana była mieszanina zapalająca. Odpalenie naboju następowało w wyniku uderzenia iglicy w dowolny punkt na obwodzie kryzy. Nabojem zainteresowała się firma Smith & Wesson, posiadająca prawa do patentu Rolina White z 3 kwietnia 1855 r. na bęben rewolweru z wierconymi na wylot komorami, umożliwiający ładowanie broni od tyłu nabojami scalonymi w łuskach metalowych.

W 1857 r. zakłady Smith & Wesson wyprodukowały pierwsze rewolwery na naboje bocznego zapłonu .22 Short. Wydarzenie to zapoczątkowało za oceanem błyskawiczny rozwój broni i amunicji bocznego zapłonu. Dość szybko naboje podobnej konstrukcji znalazły zastosowanie w wojsku w broni długiej i w rewolwerach. W porównaniu z maleńkim i słabym nabojem Floberta były to naboje potężne, kalibru .38, a nawet .50 (nabój jednostrzałowego pistoletu systemu Remingtona .50 ramington navy).

W dużych ilościach broń bocznego zapłonu stosowana była podczas wojny secesyjnej. Pierwsze modele szybkostrzelnych karabinów powtarzalnych Henry’ego i Spencera strzelały właśnie takimi nabojami.

W odróżnieniu od europejskiego pierwowzoru nabój .22 Short był już elaborowany ładunkiem prochowym. W pierwotnej wersji było to 0,26 g czarnego prochu, które wyrzucało pocisk ołowiany o masie 1,9 g. Dziś może się to wydać śmieszne,  ale wówczas uważano S&W First Model za skuteczną broń do samoobrony. Aż do roku 1927 naboje te elaborowane były mieszaninami zapłonowymi sprzyjającymi korozji luf, z uwagi na obecność siarki i chloranów. Obecnie nabój ten używany jest tylko jako amunicja do pistoletów sportowych, ale jeszcze w latach międzywojennych zajmował pozycję dziś straconą na rzecz .22 LR.

Nabój .22LR powstał w amerykańskiej firmie J. Steven s Arms and Tool Co., w roku 1887. Pierwsze naboje .22 LR przeznaczone były do broni długiej, jak sama nazwa wskazuje (Long Rifle – długi do karabinu). Początkowo elaborowany był ładunkiem 0,32 g czarnego prochu, podobnie jak .22 Long, ale miał cięższy pocisk, o masie 2,6 g, a co za tym idzie większą energię. Potem ładunek był stopniowo wzmacniany, aż w roku 1930 firma Remington wypuściła pierwsze naboje .22 LR High Velociry, o naddźwiękowej prędkości pocisku, ważącego 2,6 g dla pocisku zwykłego i 2,4 g dla pocisku z wybraniem wierzchołkowym. Ta amunicja była już przeznaczona do broni myśliwskiej, używana do polowań na gryzonie, na dystansie nawet do 80 metrów. Stopniowo amunicja .22 LRHV rozpowszechniła się i do dziś stosowana jest na całym świecie.

Mniej więcej w tym samym czasie gdy powstawał nabój .22LR swoją historię rozpoczął inny nabój.

W roku 1878. Firma Smith & Wesson stworzyła wówczas do swego rewolweru Single Action Modell 1/2 nabój .32 S&W, elaborowany prochem czarnym. Jego rozwinięciem był nabój .32 S&W Long z roku 1903, który na zewnątrz różnił się od starego .32 S&W łuską dłuższą o 8,1 mm. Dłuższa łuska zapobiegała ładowaniu silniejszego naboju .32 S&WL do starych rewolwerów, których konstrukcja mogłaby nie wytrzymać silniejszego naboju. Pierwsze naboje .32 S&W Long elaborowane były prochem czarnym, potem nitrocelulozą. Szybko zdobył popularność jako nabój sportowy w wersji z ołowianym pociskiem walcowym Wad-Cutter. Obecnie jest to jedyny nabój centralnego zapłonu dopuszczony do użytku w konkurencjach olimpijskich UIT, używany głównie w samopowtarzalnych pistoletach sportowych Haemmerli, Walthera i Unique.

W następnych latach powstawały nowe wzory karabinów, pistoletów i rewolwerów, strzelające amunicją z prochem bezdymnym.

Współcześnie za datę graniczną, od której mówi się o współczesnej broni palnej uważa się rok 1885 stąd broń zaprojektowaną przed tym rokiem i ładowana rozdzielnią nie wymaga w Polsce posiadania specjalnego pozwolenia.